Atak toporkiem w szkole w Ptakach. Oboje dzieci w szpitalu
Dwa dni po ataku toporkiem w Szkole Podstawowej w Ptakach w powiecie kolneńskim oboje dzieci wciąż przebywają w szpitalu w Białymstoku. 10-letnia Nikola powoli wraca do zdrowia, a 11-letni Czarek czeka na spotkanie z mamą i obserwację lekarzy. Dyrektorka Hanna Florczyk mówi o szoku w liczącej 79 uczniów placówce, a prawnicy wyjaśniają, dlaczego chłopiec nie odpowie karnie.
We wtorek 22 września tuż przed godz. 8 na korytarzu Szkoły Podstawowej w Ptakach w powiecie kolneńskim 11-letni uczeń wyszedł z toalety z toporkiem i zaatakował 10-letnią dziewczynkę. Według wstępnych ustaleń policji ranna była przypadkową ofiarą, pierwszą osobą, którą chłopiec napotkał. Napastnika obezwładnił obecny na miejscu Mariusz Prusinowski, ojciec innych uczniów, który wyrwał mu narzędzie i powstrzymał dalsze ciosy.
Ranna Nikola błyskawicznie trafiła do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Szpital potwierdził obrażenia wielomiejscowe, głównie głowy, przy stabilnym stanie dziecka. Dziadek dziewczynki przekazał, że wnuczka ma zabandażowaną głowę, obrażenia barku i złamany palec, bo zasłoniła się rękami. Pod opieką lekarzy pozostaje także 11-letni Czarek, który nie odniósł fizycznych obrażeń, ale wymaga badań i obserwacji ze względu na stan zdrowia.
Czytaj teżPonad 50 groźnych sytuacji na podlaskich przejazdach kolejowychMała szkoła w szoku po ataku piątoklasisty
Placówka w Ptakach jest kameralna, uczy się w niej zaledwie 79 uczniów. W klasie piątej, do której chodzi chłopiec, jest dziesięcioro dzieci, a w grupie 10-latki siedmioro. Dyrektorka Hanna Florczyk mówi, że wszyscy dobrze się znają, dlatego wydarzenie wstrząsnęło całą społecznością. W rozmowie z reporterem przyznała: „Wszyscy ciągle jesteśmy w szoku. To bardzo mała, kameralna szkoła, my się tutaj wszyscy doskonale znamy”.
Dyrektorka podkreśla, że nic nie zapowiadało tragedii. Chłopiec wcześniej nie sprawiał problemów wychowawczych, a pracownicy nie widzieli sygnałów trudnej sytuacji ani narastającej agresji: „Nie było żadnych niepokojących oznak czy sygnałów, że w jego życiu dzieje się coś złego”. Dodała, że pozostaje w stałym kontakcie z mamami obojga dzieci, a matka chłopca miała zobaczyć się z synem w piątek. W szkole odbyło się już kryzysowe spotkanie z psychologiem.
10-latka dochodzi do siebie, 11-latek pod nadzorem lekarzy
Lekarze z Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej UDSK w Białymstoku czuwają przy dziewczynce bez przerwy, przy łóżku jest jej mama. Personel ocenia, że dziecko stopniowo wraca do zdrowia, choć dla rodziny to nadal bardzo ciężkie chwile. Matka dziewczynki nie rozmawia na razie z mediami. Według informacji przekazanych w czwartek dziewczynka miała wkrótce opuścić szpital.
Świadek zdarzenia, 13-letni uczeń, opowiadał, że chłopiec zadał cztery ciosy w górną część ciała koleżanki. Dziewczynka siedziała chwilę wcześniej na ławce na korytarzu, gdzie dzieci czekały na pierwszą lekcję. Zajęcia tego dnia odwołano, a uczniów zwolniono do domów. Policja dementuje przy tym plotki o narodowości dzieci pojawiające się w sieci. Jak przekazała nadkom. Marta Rodzik z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku, oboje są Polakami.
Sąd rodzinny zdecyduje o dalszym losie chłopca
O tym, co stanie się z 11-latkiem, nie zdecyduje proces karny, lecz sąd rodzinny. Rzecznik Sądu Okręgowego w Łomży, sędzia Jan Leszczewski, wyjaśnił: „Jeżeli osoba w wieku poniżej 13 lat dopuści się takiego lub podobnego czynu, nie ponosi odpowiedzialności karnej. Do 13. roku życia prowadzone jest postępowanie wyłącznie na podstawie ustawy o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich”.
Oznacza to, że chłopiec nie trafi do zakładu poprawczego. Sąd może zastosować środki wychowawcze albo leczniczo-terapeutyczne, w tym umieszczenie w szpitalu lub ośrodku o charakterze resocjalizacyjnym. Według lokalnych doniesień rodzina chłopca została objęta nadzorem kuratora. Wójt gminy Turośl Piotr Niedbała zapowiedział pomoc psychologiczną dla obojga dzieci, ich rodzin, uczniów i nauczycieli. „To dramat dwóch rodzin” — podkreślił. Wsparcie zadeklarowały też Kuratorium Oświaty w Białymstoku i delegatura w Łomży.
Źródła
Tekst opracowany z pomocą sztucznej inteligencji. Za publikację odpowiada Redakcja Co w Białymstoku.
Powiązane materiały
Atak toporkiem w szkole w Ptakach. 10-latka w szpitalu
10-letnia uczennica zaatakowana toporkiem przez 11-latka w szkole podstawowej w Ptakach trafiła do szpitala dziecięcego w Białymstoku. Jej stan jest stabilny, a lekarze jeszcze w środę 23 września mieli zdecydować o wypisie do domu. W szkole ruszyły spotkania z psychologami dla uczniów, rodziców i nauczycieli.
32-latek z ponad 3 promilami pędził przez Bielsk Podlaski
32-letni mieszkaniec Bielska Podlaskiego wpadł podczas kontroli drogówki, jadąc volvo 101 km/h przy ograniczeniu do 50 km/h. Badanie wykazało u niego ponad 3 promile alkoholu, a w aucie siedziała 21-letnia pasażerka. Policjanci zatrzymali mu prawo jazdy i zabezpieczyli samochód. Teraz grozi mu do 3 lat więzienia oraz kara za przekroczenie prędkości.
Babcia Kryzysia z Podlasia uczy zapasów na 72 godziny
W czwartek 24 września wojewoda podlaski Jacek Brzozowski przedstawił w Białymstoku Babcię Kryzysię, nową bohaterkę kampanii o gotowości na kryzys. W tę rolę wcieliła się Anna Trochimczyk z Koła Gospodyń Wiejskich Ale Babki ze Słuczanki. Akcja ma przekonać mieszkańców regionu, że domowe zapasy na 72 godziny, woda i gotówka to prosty obowiązek, a nie powód do paniki.